poniedziałek, 15 marca 2010

dwa tygodnie lata w środku zimy


Dunas de Maspalomas, foto: mój brat :-)
Specjalnie wymyśliłem, żeby odwiedzić brata na Wyspach Kanaryjskich właśnie w lutym, w środku zimy. Pomyślałem sobie, że taka dwutygodniowa odskocznia od mrozów i śniegów dobrze mi zrobi i pomoże przetrwać najgorszą porę roku. Nie przypuszczałem jednak, że efekt będzie aż tak silny!

Bo zwykle było tak, że to ja narzekałem na zimę. Inni kontemplowali piękno płatków śniegu, wdychali pełną piersią czyste powietrze w słoneczny mroźny poranek... A ja zakutany w kaptury i rękawice robiłem wszystko, aby się od tego zimna odizolować.

 A w tym roku - nie poznaję sam siebie. Odkąd tylko zarezerwowałem bilet do ciepłych krajów, czyli na kilka tygodni przed wyjazdem, od razu innym okiem zacząłem spoglądać na zimę. Teraz od mojego powrotu minął już prawie miesiąc, a ja dalej z uśmiechem odśnieżam codziennie rano samochód, beztrosko taplam się w śniegu i ślizgam na nierównych chodnikach.

 Mówię wam, takie naładowanie wewnętrznych akumulatorków w środku zimy jest bezcenne. Kto tylko może, niech już sobie rezerwuje urlop na początek przyszłego roku :-)

sobota, 13 marca 2010

romantyczny wschód słońca z dźwigami


a different skyline, originally uploaded by Hodowca.
Pamiętacie "romantyczny zachód słońca z koparką"? Dzisiaj część druga :-) Zdjęcie zrobione prawie rok temu na warszawskiej Starówce. Spodobało mi się światło i jakieś takie podobieństwo między dźwigami i latarniami. Ja mam chyba spaczone poczucie estetyki, bo dla mnie te wielkie budowlane żurawie są równie romantyczne na tle wschodzącego słońca, co stylowe latarnie na Placu Zamkowym. No i jeszcze Most Świętokrzyski, żeby dopełnić cukierkowatość przekazu.

A zaraz potem spojrzałem w prawo i zrobiłem to zdjęcie :-)

czwartek, 11 marca 2010

Różowa linia

Gdyby ktoś mi powiedział, że redakcja internetowych serwisów groszki.pl i lula.pl korzysta z różowego telefonu z futerkiem, to bym chyba nie uwierzył. Ale jednak korzysta. Widziałem to na własny obiektyw :-)

sobota, 6 marca 2010

Girona by night


Girona by night, originally uploaded by Hodowca.
Czasem człowiek zwiedza miasto zupełnie inaczej niż zalecają to przewodniki i biura podróży. Przybywa wieczornym pociągiem i rozpoczyna spacer po starym mieście z dużym plecakiem na grzbiecie, bo na dworcu nie ma przechowalni bagażu. Pierwsze kroki kieruje do najbliższego baru, gdzie ogląda mecz lokalnej w sumie drużyny w piłkarskiej Lidze Mistrzów. Po meczu snuje się dalej wąskimi uliczkami, które byłyby niemal puste, gdyby nie grupki... polskich turystów. Oni również mają samolot do kraju o siódmej rano, i ich też czeka niewygodna noc na lotnisku.

Polscy turyści nie są zbyt rozmowni, powiedziałbym nawet, że nieco speszeni, że ktoś obcy ich zagaduje na ulicy w ich własnym języku. Snujemy się więc dalej, osobno, mijając się co parę minut w tych ciasnych uliczkach, by wreszcie wspólnie wylądować w ostatnim nocnym autobusie na lotnisko.

Ale przynajmniej już wiem, jak wygląda Girona. Czego nie mogę powiedzieć np. o Bristolu :-)

środa, 3 marca 2010

La vida es un carnaval

Na Wyspy Kanaryjskie jedzie się w środku zimy nie tylko dlatego, że tam temperatura przez całą dobę oscyluje wokół dwudziestu stopni, ale również po to, żeby zobaczyć barwny i szalony latynoski karnawał. Ja miałem podwójne szczęście: w Santa Cruz de Tenerife mogłem obejrzeć najważniejszą paradę karnawałową, Gran Cabalgatę, a w Las Palmas de Gran Canaria... obejrzeć to mało powiedziane :-) W każdym razie obie wyspy uraczyły mnie wspomnieniami szalonymi i niezapomnianymi. Na jednym wpisie się nie skończy :-) 

Na zdjęciu powyżej prezentuje się Królowa Karnawału w Santa Cruz. Strój tej pani za nic nie chciał zmieścić się w kadrze - był wielkości sporego warzywniaka i razem ze swoją właścicielką był ciągnięty na specjalnej lawecie. A pani tylko stała, machała, uśmiechała się i sunęła poprzez szpaler rozentuzjazmowanego tłumu. Szaleństwo :-)

No i jeszcze muzyka. Zewsząd mnóstwo muzyki. A zwłaszcza jedna piosenka, którą słychać było wszędzie i która do tej pory chodzi mi po głowie. I po telefonie. "Życie karnawałem jest, a najpiękniej żyć ze śpiewem na ustach". No to proszę bardzo:

poniedziałek, 1 marca 2010

home, snowy home


home, snowy home, originally uploaded by Hodowca.

Mój samolot zanurkował w chmury, po chwili wynurzył się po drugiej stronie, od spodu. Moim oczom ukazały się nieskończone białe połacie pól i łąk - widok wręcz surrealistyczny po spędzeniu dwóch tygodni w klimacie podzwrotnikowym. To jakiś sen - pomyślałem sobie. Nie docierało do mnie, że właśnie wracam do kraju w samym środku zimy. Że krótki rękaw będę musiał odłożyć do szafy na co najmniej dwa miesiące.

I co? Nie minęły trzy dni, a śnieg stopniał, słońce wyszło zza chmur, a temperatura podniosła się znacząco. Mam wrażenie, jakby zły sen minął :-)