Najwyższy szczyt Hiszpanii wcale nie znajduje się w Pirenejach, jak można by sądzić w pierwszej chwili. Nie leży on również w górach Sierra Nevada na południu Półwyspu Iberyjskiego, choć to pasmo jest od Pirenejów wyższe. Najwyższej góry Hiszpanii należy szukać dużo dalej na południowy zachód: na Atlantyku, na kanaryjskiej wyspie Tenerife, która tak naprawdę jest jednym wielkim wygasłym wulkanem. Jego szczyt, Pico del Teide, wznosi się na blisko cztery kilometry ponad poziom morza, góruje nad całym archipelagiem i z każdego miejsca robi niesamowite wrażenie. Nieważne, czy ogląda się go ze stu metrów, czy ze stu kilometrów. A gdyby jeszcze na chwilę wypompować wodę z oceanu, to by się okazało, że Teide jest najwyższym samodzielnym masywem górskim na świecie!
To zdjęcie było robione z najwyższego punktu Gran Canarii (sąsiednia wyspa), niecałe dwa tysiące metrów npm, 108km w linii prostej od wierzchołka Teide. W dole gęsta i nieprzejrzysta warstwa chmur, przykrywająca wszystkie nadbrzeżne miasta, plaże i niezadowolonych z brzydkiej pogody turystów. Ale kto wybierze się ponad chmury, tego czekają widoki po prostu magiczne...
Jednak oprócz tego, że piękny, el Teide potrafi być również kapryśny. Ale o tym już w którymś z następnych wpisów.
piątek, 26 lutego 2010
el Teide, 3718m npm
wtorek, 23 lutego 2010
Perpignan, centrum świata
Za chwilę wsiądę w pociąg na dworcu w Perpignan - w miejscu, które Salvador Dali nazywał centrum świata, a jego słowa wymalowano wielkimi literami na peronie. Dla mnie to miasto zawsze będzie się kojarzyć z gościnnymi przyjaciółmi, którzy pokazują mi tutejsze atrakcje i zawsze witają z otwartymi ramionami. A pobliskie lotnisko w Geronie ma tanie połączenia z całą Europą, więc może jednak coś jest w tym powiedzeniu hiszpańskiego artysty? Na styku kilku krajów, kilku języków i kultur, ten region świata ma w sobie coś niepowtarzalnego. I na pewno nie raz tu powrócę :-)
niedziela, 21 lutego 2010
30-minutowa wizyta w Anglii
"Is that really you Mariusz?" - zapytał miły oficer na lotnisku w Bristolu, patrząc na zdjęcie w moim paszporcie. Wyglądał jak skrzyżowanie Ewana McGregora i Billa Nighy, czyli jak dla mnie był kwintesencją typowego Brytyjczyka. Rozmowa była krótka i całkiem przyjemna, podobnie jak mój cały pobyt w Anglii. Pobyt polegał na wyjściu z jednego samolotu, przejściu z Arrivals do Departures i wejściu do drugiego samolotu. No i po drodze była jeszcze ta kontrola paszportów. Ponieważ miałem idealną przesiadkę, więc nie czekałem ani sekundy, ale też nie musiałem się spieszyć. Jedyną wadą półgodzinnej wizyty w Anglii było to, że nie udało mi się zrobić żadnego sensownego zdjęcia w tym kraju, w którym gościłem zresztą po raz pierwszy w życiu. Jedynie z samolotu udało mi się upstryknąć ten oto widoczek, na którym nawet widać cień mojego Boeinga :-)
I to by było na tyle jeśli chodzi o moje wizyty w Wielkiej Brytanii. Do Polski wracam przez Geronę.
piątek, 19 lutego 2010
Las Palmas de Gran Canaria
Pobudka o 4:30, cztery godziny samochodem na lotnisko, dwie godziny w samolocie, przesiadka, trzy godziny w kolejnym samolocie, pól godziny w autobusie. Na miejscu czeka brat: "Cześć, nie zdejmuj butów przejdziemy się na najbliższą górę za miastem".
I za to właśnie kocham mojego brata :-)
sobota, 6 lutego 2010
Humulus lupulus czyli chmiel zwyczajny
Nie będę owijał w bawełnę: Muzeum Browaru w Żywcu rozczarowało mnie.
Po pierwsze, strona internetowa nie wspominała, że sam browar - czyli to co mnie najbardziej ciekawiło - jest dostępny do zwiedzania tylko od wtorku do piątku. A była niedziela.
Po drugie, degustacja piwa była słaaaaba w porównaniu z tym, co do tej pory rozumiałem przez "degustację". Browar oferował tylko jeden gatunek piwa do spróbowania, i to dokładnie ten, jaki można kupić w każdym sklepie. To ma być degustacja? Jednocześnie z głośników dobiegała muzyka o stylu i natężeniu pasującym bardziej do dyskoteki, a nie do browarnych piwnic.
Samo muzeum efektowne, ale jak dla mnie trochę powierzchowne. Dużo multimediów, efektów specjalnych, ale gdzieś w tym wszystkim zagubiła mi się treść. Mam niedosyt. Wolałbym obejrzeć na żywo, jak butelki biegną po tych taśmociągach, a nie tylko filmik o tym. Wygląda na to, że muszę tam wrócić między wtorkiem a piątkiem :-)
środa, 3 lutego 2010
Bieszczady, kolekcja Zima 2010
Zapraszam do obejrzenia całej galerii!